wtorek, 7 września 2010

Jedziemy do Grecji ;)

Tak, w ostatnich dniach biegam po aptekach, sklepach, uzupełniam zapasy leków i rzeczy typu okulary do nurkowania, wszak dzisiaj wyjazd! Wybaczcie, że niewiele piszę ostatnio, ale głowę zaprzątają mi panthenole, plastry i kremy z filtrem, a w międzyczasie było szaleństwo z kupnem butów. No tak, w sobotę na ślubie przyjaciółki ze szkoły, Moniki- parą z Rybą są od 8 lat, więc już najwyższy czas! ;) Sukienkę udało mi się kupić, ale buty... Czy wszyscy wiedzą, jak niewymiarową i dziwną mam stopę? Rozmiar 41+, bardzo rzadko 40, a jeśli, to w przypadku japonek, czy sandałów. Ciężko w normalnym sklepie dostać buty, bo od 40stki jest but szerszy, a ja mam stopę długą, ale szczupłą. Tak, należę do rzadkiego gatunku dziewcząt, które nigdy nie mogły pożyczyć butów od mamy (moja ma 37.). Oczywiście, mając taką stopę, nie noszę w ogóle szpilek, obcasów, więc mogłam kupić tylko coś na płaskim, co utrudnia dodatkowo i tak tragiczną sytuację. Obeszłam całą Galerię Maltę, zaczynając od Humanic, gdzie mają duże buty, przez Batę, która PODOBNO miała wyprzedaże, kończąc na Szuszopie, gdzie przymierzałam buty Levisa za 300zł i zaczęłam się zastanawiać, czy nie mam z głową, by tyle płacić za baleriny.... Wyszłam, bo nawet tam nie pasowały, posiedziałam na ławce, rozpaczając chwilę nad sobą i od niechcenia weszłam do Cropp Tow, gdzie kupiłam otwieracz do piwa w kształcie rekina...A następnie do Diverse'a, ale już tak naprawdę na luzie, po 2h przymierzaniach i chodzeniu po sklepach. Wzięłam do ręki czarne baleriny, które leżały przy wejściu, a pani biegnie do mnie, krzycząc "To ostatnia para, tylko 41.rozmiar, przykro mi!". Tak, 61zł. Założyłam, pasowały idealnie, po prostu stworzone dla mnie. Doszukałam się przy kasie, na jakimś plakacie, zniżki studenckiej 20%, więc się upomniałam, wylegitymowałam i zapłaciłam 48zł! Bosko! Mam sukienkę, buty, biżuterię, torebkę, nie wzięłam tylko pod uwagę, że 4.09. będzie 14 stopni, a sukienka bez rękawków jest...Ale znalazła się jakaś marynarka w szafie, choć i tak wracając, zmarzłam.
A jeszcze przed wyjazdem się okazało, że zajęcia zaczynamy 26.września, powrót z Grecji 23.09 rano. Bosko. Myślałam, że porządnie odeśpię podróż i ochłonę trochę... Mam wolny piątek, ale myślę jeszcze o poniedziałku... ;D Zobaczymy, może od razu, brutalnie, niemal z kopniakiem, wziąć się do roboty? A w ogóle.. Dacie wiarę, że to ostatni rok moich studiów? A w październiku ostatni rok włoskiego w Dante. Ech, takie rzeczy, kończące się, niezmiennie mnie przygnębiają.
Wkurzyć Was? W Grecji wciąż ponad 30stopni, a mój termometr bezlitośnie rano wskazywał 8. Ach i och. Zamierzam zwiedzić Ateny, opalić się pięknie, jeść dużo fety, pić dużo ouzo, przywieźć mamie muszelki, gonić za krabami, zamawiać wszystko tylko po grecku (śledzę rozmówki, choć najwięcej się nauczę pewnie w podróży), dużo czytać (dla odmiany! ;D) i zamknąć tę słoneczną energię na kolejnych 9 miesięcy- w lipcu 2011 Włochy, kochani, nie wiem, jak wytrzymam...ale moment, nie wyjechałam w jedną podróż, a już tęsknię do kolejnej.. Poza tym tradycyjnie będę miała zeszyt, w którym zapisuję, co robimy danego dnia, co zwiedziliśmy, co i ile kosztowało, temperatury i inne przydatne rzeczy w przyszłości, nie pomijając ciekawych historii, co ma dla nas znaczenie sentymentalne- będzie miało właściwie, jak mniemam. Dla nas istotne. Innymi słowy- dziennik podróży ;) Mocno się zastanawiam, czy wszystkiego nie sfabularyzować, hehe i z Wami tym podzielić, tylko jak? Tytułując posty starymi datami? Pomyślimy. I nie wiem, czy macie chęć to czytać. Bo z opóźnieniem wszystko będzie tu updatowane. Proszę o opinie na ten temat mailem lub komentując notkę  .

 Tylko smutno z powodu opuszczenia kota na prawie 3 tygodnie. Naprawdę. Wiem, że będzie w dobrych rekach, że codziennie wpadnie do niego Kudeł lub Wojtek i posiedzą z nim pewnie z 20 minut. Ale co z pozostałymi godzinami, podczas których z nami siedział/spał/grandził?


A na wspomnianym ślubie.. Byłam w szoku, jak wszyscy się kulturalnie bawili. Nikt się nie pobił, nikt nie stracił panowania nad sobą, np rzygając na sąsiada itd. 110os, przez 10h wypiłam 4 lekkie drinki, tym razem Michał pił więcej, ale jedzenia było tyle, że i on był trzeźwy ;) Bardzo, bardzo miło, w domu byliśmy o 7 rano, hehe, bez przygód  z powrotem się nie obyło, ale czemu się dziwić, skoro to w Czempiniu było, więc droga na tyle długa, że coś musiało się zdarzyć, ale bez większych dramatów ;) Może wrzucimy jakieś zdjęcia po powrocie ;)
Jesteśmy spakowani, klucze przekazane przyjaciołom domu, w międzyczasie, dosłownie biegiem, załatwiamy majce laptopa, bo jest mega promocja, a po Grecji go już pewnie nie będzie, jakieś rurki do nurkowania i takietam, hehe. Bikini, japonki, otwieracz do wina, kości i książki- najważniejsze jest ;)

Uciekamy stąd, bo zimno, ciao, do przeczytania za 3 tygodnie ;), żegnam się dzisiaj, bo jutro mogę nie mieć czasu,
zwalniam się 2h z pracy, więc w domu będę przed 16, a o 19 mamy wyjazd z dworca. 

ps. Włochy jeszcze z sobotniej Gazety. Gargnano, byłam, widziałam, kocham ;)