czwartek, 25 sierpnia 2011

Andiamo!

Kochani,

jedziemy do rodziców, a jutro ok 9 rano ruszamy do Włoch. Marchwiak gotowy, paprykarz szczeciński na drogę spakowany...chyba wszystko mamy... Zamierzamy się pięknie opalić, ale... nie wiemy, czy damy radę wytrzymać na słońcu, sami spójrzcie.


;)

niedziela, 21 sierpnia 2011

Śpimy w Rzymie!

Cóż, za nami tydzień pełen wrażeń... We wtorek, jak wiecie, przyjechała do nas Dominika z Brennej (pod czeską granicą). Miała być z kolegą, pamiętacie? Cóż, kolega z nią dojechał do Poznania rowerem, a następnie szybko się pożegnał, jadąc na dworzec. Wieczorem jeszcze napisał smsa z pociągu z informacją, że u niego wszystko w porządku... Serio, wystawił ją. Pomijając brak pierwiastka męskiego u niego, który odpowiada za jakąś opiekę nad kobietą, pomoc, wywiązanie się z obietnic i zobowiązań... Ona musiała cały bagaż od tej pory sama dźwigać na rowerze- namiot itd. Co za "facet". Jak mu nie wstyd?! Nawet się nie wytłumaczył, nie kumam zupełnie. Wiem, w głowie się to nie mieści. Kiedy weszłyśmy do mieszkania, Michał był przekonany, że go nabieramy i za chwilę jej kolega do nas dołączył. Nie dołączył, ale udało nam się- po olbrzymim szoku- z tego śmiać. O północy we wtorek miał się rozpocząć strajk PKP, więc Dominika byłaby zupełnie na lodzie. Natychmiast zaproponowaliśmy tej drobnej, malutkiej istocie, żeby została dłużej, to przecież nie problem, a przynajmniej pojeździ ze spokojem po Poznaniu. Zgodziła się, smakował jej mój makaron (z krabem), a po kawie i kawałku marchwiaka wsiedliśmy na rowery. Musicie wiedzieć, jaka ona jest dzielna- z Wrocławia do Leszna rowerami, z Leszna do Poznania rowerami (110km, kolejnego dnia ok 80km). Aż się nie chciało wierzyć, bo Dominika jest naprawdę drobna, poza tym je mniej od naszego kota, serio. Po drodze dogonił nas Sajo, z którym dojechaliśmy do Śródki (przez Olszak, Maltę, z obowiązkowym zdjęciem przy kaczkach i opowieściami o Termach), dalej przez kolorowy most (ładnie objechaliśmy najstarszą dzielnicę miasta, Śródkę (okolice nieistniejącego już Kina Malta) i Ostrów Tumski, przystanek pod Katedrą, chwila opowieści historycznych (Michał, wow!), następnie na Stary Rynek, który zachwycił Dominikę (bo kolorowo!), okolice Fary itd (po drodze zgarnęliśmy plan miasta w centrum informacji, żeby wiedziała, gdzie i co zobaczyć następnego dnia, gdy podczas naszej pracy będzie zwiedzać miasto. Dalej był Plac Wolności, opera, plac 1956 i św. Marcinem do domu. Wypiliśmy piwko i poszliśmy spać ;) 

W środę Dominika zwiedzała miasto, następnie z nami zjadła obiad i kiedy my drzemaliśmy, ona czmychnęła do sklepu i podczas naszego snu przygotowała deser... Tak! Gruszki na ciepło nadziewane orzechami i miodem, podane z budyniem. Szok! Mówiliśmy, że nie trzeba, ale czuła się zobowiązana, że trochę tak na szybko zmieniliśmy dla niej plany itd. Oczywiście to wszystko było naprawdę niepotrzebne, ale co zrobić, gdy to młode dziewczę tak się upierało.. ;)
Później poszliśmy na krótką passeggiatę- to znaczy Michał i Dominika, bo ja wokół nich jeździłam na rolkach... ;) Piwko, pakowanie i spanie- w czwartek już miała pociąg do Koszalina, stamtąd rowerem nad morze. 
Odetchnąć...nie mieliśmy specjalnie kiedy, bo o 17 była u nas już Kasia vel Sajkoska, czyli siostra Saja (to on będzie się opiekował kotem pod naszą nieobecność), mieszkająca w Oslo. Oj, gada jakby jej za to płacili ;) Ale jakie historie o Norwegii snuje.. Opowiedziała nam mnóstwo ciekawostek, ulepszeń, jakie ten kraj wprowadza dla swoich rodaków. Słuchaliśmy z zapartym tchem, jak opisuje różnice między polską a norweską uczelnią, systemami edukacyjnymi i mieszkaniem w dwóch tak różnych krajach. Zaskoczyły nas dziwne historie- alkohol można kupić tylko do 20 (w soboty do 18), a później nawet piwa, po prostu nic. Trzeba planować z wyprzedzeniem, a dla niespodziewanego gościa mieć coś zawsze w lodówce. No i jeszcze wiele takich dziwnych rzeczy, ale nie wystarczyłoby mi nocy, by wszystko opisać, by nie wspomnieć choćby o nawyku segregacji śmieci i super maszynach do butelek, za które dostaje się pieniądze- w Norwegii nie ma butelek bezzwrotnych, nawet te plastikowe 0,5l po wodzie. A zwrot to pieniądze, które się naprawdę opłacają, więc NIKT nie wyrzuca butelek. Wrzucamy butelkę do maszyny-zgniatarki w sklepie spożywczym, otrzymujemy wydrukowany paragon, z którym idziemy do pani w sklepie. Pani albo daje nam pieniądze za butelkę, albo sprzedaje wodę (lub coś innego), od właściwej ceny odejmując tę z paragonu za oddaną butelkę. Proste? Można? Spędziliśmy z Kasią czas od czwartkowego popołudnia do soboty (o 14 nas opuściła, pędząc na samolot), który to czas był dla mnie niezwykle owocny i ładujący akumulatorki- szczególnie przed podróżą. Jest świetna, mam nadzieję, że uda nam się ją kiedyś odwiedzić w Oslo- wszak kawałek podłogi jako nocleg mamy zapewniony, a samolot... Mówiła, że często można trafić w Wizz Air na promocje 9zł za bilet (z podatkami 19zł, a pojechalibyśmy tylko z bagażem podręcznym, bo na kilka dni), więc już planujemy- w tym roku Michał ma słabą ilość urlopu, ale może w kolejnym się uda?

Oczywiście słabo ze zdjęciami, ale to dlatego, że pierwszego dnia się zagapiliśmy, a kolejnego już czuliśmy się z dziewczynami tak komfortowo, że każdy o aparacie zapomniał.. Ale udało mi się strzelić fotkę Kasi, gdy wychodziła (a nawet Sajo się załapał), a z Dominiką mamy zdjęcie zrobione jej aparatem- zobaczymy je dopiero po jej powrocie znad morza. Ale gruszek nie odpuściliśmy ;)

Sportowo: biegłam we wtorek od rana- 4,6km, w lesie w okolicach Malty (znany teren jako Olszak). Ciężko, bo do końca od rana to nie było- ok 11, strasznie gorąco, ciężkie powietrze, no ale się nie poddałam. W środę trochę pojeździłam na rolkach, a kolejny bieg był dopiero dzisiaj- Malta (5,4km) w 36:55 minut. Też ciężko, bo parno, ale cóż, nie wybrzydzajmy, takie prawo tej pory roku. Niestety czuję się średnio, to znaczy, przebiegnięcie Malty to dla mnie wciąż duży wysiłek. Chciałabym we Włoszech 4 razy przebiec 5km (czyli 2 treningi w tygodniu), ale wiecie jak jest na wakacjach... Ech. trzymajcie kciuki. Poza tym patrzymy na pogodę w San Benedetto del Tronto i... zmartwieni nie jesteśmy. W nocy 23 stopnie, w dzień 31-36 stopni. Może być. Adriatyk ma 28stopni- też może być, prawda? ;)

Ale najważniejszą informacją jest to, że mamy nocleg w Rzymie! Kiedy już kompletnie straciłam nadzieję i postanowiłam wysłać po raz ostatni hurtem 30 próśb przez Hospitality i 30 przez Couch, specjalnie nie czytając profili, pełna zniechęcenia, to po godzinie (w piątek wieczorem) otrzymałam twierdzącą odpowiedź od Alessandro z Hospitality Club właśnie! Zaznaczył, że może mieć gości w tym czasie, ale w razie czego przenocują nas jego znajomi. Jesteśmy po wymianie kilkunastu maili, mamy kontakt na skype- zaczyna nas już namawiać na kolejną noc ;) Poza tym jest bardzo zaangażowany- pyta o dokładną godzinę przyjazdu, by nas odebrać z dworca, chce wiedzieć, co mamy zamiar zobaczyć, by ustalić wspólny spacer po Wiecznym Mieście itd. Aj! W ogóle był w Polsce kilka razy, ma wielu znajomych tutaj (kilka dni przed nami będzie gościł u siebie przyjaciółkę z Poznania!), no i tuż po wyjeździe Kasi zaczęła się prawdziwa raisefieber- wiecie, ruszyło się, bo mamy nocleg w Rzymie, więc wszystko zaczęło wyglądać wyraźniej.


Parola del giorno: speranza- nadzieja

La speranza è l'ultima a morire.


poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Ja też zbieram nakrętki

 Szukając kontaktu w Rzymie na HC i CS, odezwała się do nas parka spod czeskiej granicy, która postanowiła przemierzyć Polskę z Wrocławia do Bałtyku rowerami. Jutro będą w Poznaniu, napisali, pytając o możliwość noclegu. Już po kilku godzinach wysłaliśmy im pozytywną odpowiedź, rzecz jasna ;) Pokażemy im kilka miejsc w Poznaniu, ale nie za dużo, bo ile można pokazać w kilka godzin? A trzeba jeszcze dojechać do domu, zjeść coś i wypić piwko, by następnego dnia wstać i jechać dalej. Fajnie, cieszymy się, że w końcu ktoś skorzysta z naszego noclegu (nie, rzecz jasna, liczymy znajomych spoza tych portali), bo dotychczas tylko raz to my byliśmy goszczeni- rok temu, we Wrocławiu, podczas Era Nowe Horyzonty, jeśli pamiętacie.
Wyjadą w środę w dalszą podróż, a w czwartek będziemy gościć przez 2 noce siostrę znajomego- Kasia mieszka w Oslo, w Norwegii. Tak, właśnie tam, gdzie była masakra dokonana przez człowieka, który nie zasługuje, by o nim wspominać. Jej się nic nie stało, na szczęście. Kasia mieszka tam już jakiś czas (chyba 2 lata), a spotkałam ją tylko raz, więc liczymy na ciekawe historie, związane głównie z tym, jak się żyje w tym kraju.

Z filmów, jakie ostatnio widzieliśmy na uwagę zasługują dwa- w niedzielę "Amarcord" (Pamiętam) Felliniego, jego hołd dla swojego rodzinnego miasteczka, Rimini. Chyba jeden z "normalniejszych" filmów Mistrza. To film, który właściwie nie ma fabuły, oglądamy tak naprawdę życie ludzi z Rimini w latach 30. których rytm codzienności wyznaczają zmiany pór roku, śmierć sąsiadki, nowy film z Garym Cooperem w kinie. Piękny, sporo nostalgii, nie nudzi, obejrzyjcie ;) Film dostał nagrodę Oscara dla najlepszego filmu nieanglojezycznego w 1975 roku (za filmwebem: "Tytuł filmu stanowi fonetyczny zapis słowa "Mi Ricordo" używanego w dialekcie we włoskim regionie Emilia-Romania")
A kolejny to film Ozona, od którego zrobiliśmy sobie kilka tygodni przerwy. "5x2" to opowieść o młodym małżeństwie. Zbudowana jest z 5 najważniejszych momentów ich wspólnego życia. Cóż, jak na Ozona, to bardzo średnio. To znaczy poprawnie, ale naprawdę bez rewelacji. Oczywiście olbrzymim zaskoczeniem jest ścieżka dźwiękowa- włoska ;) Nawet, gdy nie myślimy o Włoszech, one o sobie zapomnieć nie dają- i to we francuskim filmie! Paolo Conte był odpowiedzialny za muzykę do tego filmu, bardzo go zresztą lubimy, więc było tym sympatyczniej.

Wczoraj mieliśmy gości, było tak sympatycznie, znowu siedzieliśmy do północy na balkonie- jak ciepło! Jedliśmy oliwki, ciasto, piliśmy wino.. Za 2 tygodnie będziemy też pić wieczorami wino, ale w trochę innych okolicznościach przyrody ;)

I na koniec nakrętki. Przeczytajcie. Cóż, przyznaję, że sama zbieram, chyba od roku już, do doniczki, co widać na zdjęciu. Mam też kilka osób, które mi je podrzucają. Powiecie, że jestem naiwna, czytając o liczbach i kosztach, ale koniecznie przeczytajcie ostatni komentarz pod artykułem. To dodało mi otuchy ;)

Ostatnio sporo słucham Królowej neo-soulu, na przemian z Lou Reedem. Kocham ich. To tak, muzycznie na koniec ;)

Miłego tygodnia! Mój zacznie się pięknie- mam jutro jeszcze urlop, od rana bieg, po południu będę się bawić w przewodnika, no i trzeba też pomyśleć o cieście i jakimś obiedzie dla wytrwałych podróżników ;)


Parola del giorno: viaggio- podróż

Il viaggio che inizia tra undici giorni è ancora una sorpresa

czwartek, 11 sierpnia 2011

W poszukiwaniu siniaków

Dostaliśmy adres domku w San Benedetto del Tronto, więc sprawdziliśmy na google map, czy rzeczywiście stoi ;> Michał już wszystko wie- o parku przed domkiem, o parkingu za domkiem itd, bo musiał sobie wyznaczyć trasę na biegi 10-kilometrowe. Ja nie chciałam niczego oglądać, będę biegać na wyczucie, np po 40-60 minut i koniec. A najwyżej po powrocie Michał mi to zmierzy dokładniej, żebym mogła wrzucić do statystyk na run-log.pl
Powoli zaczyna się reisefieber- choć to jeszcze 2,5 tygodnia, to siedzimy w rozmówkach i trasie po Rzymie, nie mówiąc o codziennym załatwianiu noclegu w Wiecznym Mieście...

Pogoda jaka jest, każdy widzi ;) Więc oglądamy filmy, jak jest możliwość (czyli kiedy nie leje, nie wieje 50 km/h) to biegamy, siedzimy na balkonie z książkami lub rozmawiając o tym, jak mamy dobrze, a resztę czasu przesypiamy. Zaczęłam nawet ostatnio używać stoperów, które używam za jeden z najgenialniejszych wynalazków, ułatwiających życie. Mamy nowych sąsiadów, którzy ok 19 bardzo lubią włączać techno lub Stachurskiego- tak głośno, że całym piętrem trzęsie... A o tej godzinie zazwyczaj kładziemy się na siestę 30-60 minut. Stopery uratowały moją popołudniową regenerację.

Dlaczego Włosi nie wyjechali na wakacje? W weekendowej Gazecie możemy przeczytać o rosnącym kryzysie we Włoszech. Cieszę się, że autorka wspomina Beppe Grillo, bardzo lubię go czytać. (zdjęcie wzięłam stąd)

Ostatnio nadrobiliśmy film jednego z naszych ulubionych reżyserów, sporo zamieszał w zeszłym roku- "Czarny łabędź". Darren Aronofsky potrafi sprawić, że wszystko Was boli, gdy oglądacie film. Dla nas 10/10, wczoraj na facebooku wywiązała się ciekawa dyskusja nt tego filmu. Okazało się, że wielu ludzi poczuło się rozczarowanych, nieprzekonanych. Naprawdę dziwne. Szczególnie zaskoczyły mnie zarzuty co do Natalie Portman, dla której ten Oscar to za mało. Była doskonała! Ale była zupełnie inna, niż zwykle, może to się ludziom nie podobało? Zagrała ofiarę, smutną, nieszczęśliwą dziewczynkę, nie nadającą się do świata baletu i rywalizacji. Zastanawialiśmy się wczoraj nad zarzutami ludzi odnośnie "Czarnego łabędzia". Ktoś porównywał do poprzednich filmów D.A., ale przecież on kręci tak różnorodnie, że porównywanie jest zupełnie bezcelowe! "Czarny łabędź" to bardzo dobry thriller- polecamy, ale jeśli ktoś będzie szukał zdjęć jak w "Requiem dla snu" lub innych fajerwerków, będzie zawiedziony.

Wczoraj znowu zerwał mi się łańcuch w rowerze. Ciarki mam, gdy sobie przypomnę, jak to wyglądało i jakie szczęście, że nie jechałam akurat z górki... Nieźle się poobijałam, ale siniaki już dzisiaj rozbiegałam ;) Choć kolor silnie fioletowy nie znika z tych kilku miejsc na moim ciele i właśnie znalazłam kolejnego...
Dziękuję Sajowi, który dzisiaj przyjechał zrobić coś w taki sposób, bym mogła zawieźć go jutro do Gabora ;>

Przede mną nieprzyzwoicie długi weekend, aż 5-dniowy. Wystarczyło wziąć 2 dni urlopu (piątek i wtorek) ;) Mam nadzieję, że minie tak, jak sobie życzę i planuję. 

Miłego, będę się tu kręcić!


Parola del giorno: l’amicizia- przyjaźń

L'amicizia tra maschio e femmina esiste solo nelle favole.


niedziela, 7 sierpnia 2011

Piove, piove, piove...

W środę chwilę się zdrzemnęłam po obiedzie, a następnie wybrałam się na bieg, już po raz ostatni na 4,6km z marszem: 5min biegu i 1min marszu. Tempo poniżej 7minut na 1km, więc idzie ku lepszemu ;) Początek miałam ciężki, znowu za szybko zaczęłam- naprawdę trudno mi się opanować... Przepłaciłam to później maksymalnym zwolnieniem obrotów w okolicach 12-19minuty, a dalej było pięknie, kipiałam energią, miałam zapas sił, choć końcówka dramatyczna- musiałam pobudzić wyobraźnię, by stanąć na chwilę wśród innych biegaczy i znaleźć się 1 km przed metą, bym mogła biec ostatkiem sił, nie przechodząc do marszu. Opłaciło się, czas najlepszy z ostatnich, choć do 6:30, które miałam 3 miesiące temu, daleko... W każdym razie poczułam moc w nogach, nie wiem, czemu to przypisać- codzienny rower, rolki (raz! nie, to niemożliwe...), nożyce? W każdym razie pomogło.
W czwartek przed kinem szybko pojechałam do parku, by chociaż 30 minut pojeździć, rolki coraz bardziej mi się podobają. Czuję pracę ud, a na ich wzmocnieniu najbardziej mi zależało, bo to naprawdę pomaga przy bieganiu. Dzisiaj postanowiłam, że biorę je do Włoch. Planuję przez te 2 tygodnie zrobić 4 krótkie biegi (więcej nie dam rady, a mniej to będzie porażka, chodzi tylko o podtrzymanie minimalnej formy, rytmu), a na rolki zawsze łatwiej, mogę choćby rano po pieczywo jeździć dla całej naszej ekipy ;)

Natomiast wczoraj zobaczyliśmy piękne słońce, gdy się obudziliśmy i postanowiliśmy zrobić krótką wycieczkę do Komornik, do rodziców Michała. Przejechaliśmy w tym upale 38 kilometrów, a przy okazji zjedliśmy pysznego grilla ;) Dzisiaj natomiast... Nie robię nic, nie mam siły, mam wszystkie części ciała ciężkie przez tę pogodę. Masakra. Więc bieg nadrobię jutro.

A tu  o "biedaczkach" z sycylijskiego więzienia ;> Skoro już w temacie... Michał czyta "Gomorrę" i jest przerażony. Ha, ja też byłam. Bo nie powinni tego czytać ci, którzy nie chcą sobie psuć bajkowego i bezproblemowego obrazu Włoch. Ja czytałam, bo jestem realistką ;)

W czwartek oglądaliśmy w Muzie "Między światami" z Nicole Kidman. Ciężki temat, bo o stracie dziecka. Kidman jak zawsze świetna, choć Michał narzekał, że już nie zmienia jej się wyraz twarzy przez ilość operacji plastycznych ;) Para aktorów totalnie niedopasowana, ale film zgrabnie, choć schematycznie, poprowadzony, bardzo po amerykańsku. Rzeczywiście dobry jak na wyjście za 5zł.

"Niezasłane łóżka" w końcu nadrobione. Piękny film, alternatywny, nowohoryzontowy, ale bardzo łatwy, jak na ich filmy. Polecamy- aktorstwo, scenariusz i muzyka na pewno zrobią na Was wrażenie. Bardzo pozytywny klimat filmu i refleksje "Chyba jestem już za stara na takie życie", tak. Trudno, ale zawsze mogę je obejrzeć, prawda? No i taka myśl, że na Sundance był tez nominowany film "Wszystko, co kocham". Uwierzcie, jest naprawdę spora przepaść w realizacji. Z czym my się pchamy i na co liczymy... Ech.

Ratatouille ostatnio zrobiłam- polecam. Klasycznie...bez bakłażana zrobiłam, bo akurat nie znalazłam ;> ale były trzy kolory papryki, pomidory, 2 czerwone cebule, cukinia i 2 ząbki czosnku. Wszystko przesmażone, a następnie wrzucone do garnka, by się podusiło ok 30minut, ale nie dłużej, bo fajnie jak warzywa są jędrne, a nie rozpaćkane. Sól, pieprz i tymianek. Podałam z chlebem, ale wyobrażaliśmy sobie, że to włoska bagietka. Korzystajmy, bo papryka nie będzie juz tańsza, a cukinia jest praktycznie za darmo ;)

Szukamy wciąż noclegu w Rzymie. Wysłaliśmy już ponad 120 zapytań, a tych kilka osób, które odpisało nie może. Rozumiem, że na couch surfing nie jesteśmy wiarygodni (konto mamy od tygodnia), ale na hospitality jesteśmy od dawna, nawet nam się komentarz pozytywny trafił, gdy gościł nas ktoś we Wrocławiu w zeszłym roku... Ech. Zaczynam się martwić, że na noc tam nie zostaniemy, bo na hostel nas nie stać w tym roku, serio.

Dziś znowu deszczowo, jutro ma być podobnie. Nie pozostaje nic innego, jak poczytać i iść spać. Może uda się przespać te (kolejny!) deszczowe dni?

La parola del giorno l'anima gemella- bratnia dusza (z ang. soul mate), przykład ze strony:

La mia ex compagna di scuola, Marina, si è sposata sette mesi fa, ma siamo ancora anime gemelle:  parliamo quasi ogni giorno, ci mandiamo gli sms e ci vediamo almeno due volte alla settimana.  È proprio una grande amica!