piątek, 31 maja 2013

Powroty z Bieszczadów bolą


Wróciliśmy w środę o 5 rano i powitały nas stęsknione i radosne koty, już od progu. Bajka naprawdę wydoroślała - nie chciała nas zostawić, a zwykle po urlopie ma focha 1-2 dni, dopiero potem do nas przychodzi na zaległe pieszczoty. Może to obecność Jokera tak na nią wpłynęła?


Widok z naszego okna

Spisuję sukcesywnie, co nas spotkało podczas tego cudownego tygodnia w Bieszczadach, proszę Was o kilka dni cierpliwości - aż Michał resztę zdjęć "wywoła".

Na osłodę wrzucam widok z okna, jaki mieliśmy. Chyba zawsze będziemy ich prosić właśnie o Pokój Nad Sanem. Bo zawsze chcemy tam oglądać Dwernik Kamień, który jest widoczny na zdjęciu właśnie. A ścieżka pośrodku prowadzi do kamienistej plaży nad rzeką San. Zakochałam się w Dolistowiu.

Dzisiaj się relaksujemy, drinkujemy (tak, MY!), Tarantino może jakiegoś włączymy? 
Cieszymy się ostatnimi dniami urlopu - ja jeszcze poniedziałek będę miała wolny. A jutro trzeba się zabrać już do pracy za różne rzeczy. Magisterkę na przykład. Włoski na przykład. Zaległe maile też.

Dziś na obiad placuszki marchewkowo - ziemniaczane, wczoraj makaron ze szpinakiem, a w środę zrobiłam pizzę z szynką długo dojrzewającą i rukola, tak pyszną, że nie zdążyliśmy zrobić zdjęcia. Rozpieszczamy się, myśląc wciąż o Bieszczadach. I kombinując, jakby tam szybko wrócić...



niedziela, 19 maja 2013

Reisefieber

Pakujemy się.

Jutro w okolicach południa ruszamy do Warszawy. O 19 będziemy na miejscu i wpadniemy do Agaty na obiad i kawę. O północy będziemy w drodze ze stolicy do Rzeszowa, do którego dotrzemy w okolicach 5 rano. Następnie przesiądziemy się na PKS, który dowiezie nad do Lutowisk, a stamtąd zabiorą nas gospodarze naszego noclegu, którzy są tak mili, że po nas wyjadą :) Dojazd średni, ktoś powie, ale jeszcze raz sprawdziłam nasze bilety i cena naprawdę zachęca do przesiadek i takiej wyprawy: do Warszawy jedziemy za 15zł. Dalej do Rzeszowa z W-wy za 10zł. PKS mamy za... 35zł :))))

Pierwszy raz od kilkunastu lat nie jadę do Włoch na wakacje, dlatego nie do końca czuję, że mam urlop. Dziwne, ale po prostu przed wyjazdem za granicę jest sporo załatwiania różnych rzeczy na kilka tyg. przed, a w Bieszczady zaczęliśmy pakować się wczoraj i robić w ogóle jakąś listę i właściwie w 80% jesteśmy spakowani. Poza tym to pierwszy wyjazd, na który nie biorę sukienek, japonek i lakieru do paznokci. ;) Zawsze mam tego niewiele, ale tym razem w ogóle.

Bajka weszła w kadr ;)

Sporo koszulek, kilka polarów, długich luźnych spodni, krótkich, sporo skarpet (do biegania, do chodzenia, na zmianę, gdy do chodzenia zmokną jakimś cudem, na wieczór - gdy już wrócimy), 2 książki + przewodnik, zapas suszonych owoców, płatków owsianych, żele na bieg. Do tego to, co zawsze, czyli jakaś toaleta. I tyle. Nie wspominam o wszystkim do biegania, bo nie uwierzylibyście, jak dużo tego bierzemy. 

Mam nadzieję spotkać wilka, żbika, niedźwiedzia, jelenia, puchacza. Ale z daleka. Żmije niekoniecznie, bo nie mamy wysokich butów. Może uda mi się zjeść pstrąga z gospodarzami?

Już się nie mogę doczekać! O 5 będzie przebudzenie - Michał będzie wstawał na bieg, ja troszkę później, bo będę biegać krócej i mniej, niż on. A trzeba wcześnie, by o jakiejś rozsądnej godzinie wyjść na szlak. Chcemy sporo przejść, ale jak będzie, to się okaże.
 
To tak naprawdę nasz pierwszy wyjazd w polskie góry, wspólny. Zawsze Włochy czy okolice (dalsze jak Grecja), na polskie góry nie było już czasu, urlopu i kasy. A w tym roku oszczędzamy, więc w końcu Bieszczady, o których skrycie marzę od lat. Obiecujemy rozsądek jako niedoświadczeni turyści górscy ;)

Nie sądzę, żebym miała tam dostęp do internetu, więc do przeczytania po powrocie! Zresztą jesteście przyzwyczajeni, że ostatnie piszę co 10 dni z powodu braku czasu... :)


niedziela, 12 maja 2013

Majka rzuca kawę... ale tylko tę złą

Witajcie po dłuższej przerwie. To chyba jeszcze nie sezon w pracy? Oby nie. Normą staje się prac pracowanie po 10h, a w środę siedziałam tam 12h. Tak. Cały tydzień nie włączyłam komputera, musicie mi wybaczyć, nawet nie biegałam!

To teraz zaległe info: jak wiecie, dbamy o to, co jemy. Rzuciłam kawę, ale nie do końca :) Rzuciłam tę złą, z czajnika, z ekspresu, słowem: piję tylko z kawiarki.

Ale od początku. Nosiłam się z tym zamiarem od kilku miesięcy, bo jednak wypłukuje magnez, poza tym ja lubię naprawdę dobrą kawę, włoską. No ale jak pracować bez kawy? Ach, durne przyzwyczajenie!
Jedyna kawa, jaką preferuję

Michał sobie z tym poradził i pije tylko zieloną herbatę, ale on nigdy od niczego się nie uzależniał, za to ja popadam łatwo w nałogi, wszelkiego rodzaju. Uzależniam się od kawy, sportu, konkretnych ludzi, czytania czegokolwiek, włoskiego, jedzenia. Nie umiem sobie dawkować, nigdy nie umiałam.
Jak bardzo podróże inspirują? Jak działa Warszawa? U Agaty spróbowałam yerby. Pycha!!!!! I wtedy wróciłam do pomysłu odstawienia kawy, tym razem powiedziałam to na głos, przy świadkach. Agata odsypała mi trochę herbaty na kilka dni, a w międzyczasie zamówiłam sobie paczkę.
Poniedziałek był ciężki, ale tylko rano, potem zajęłam się praca i jakoś poszło. Po pracy zjadłam obiad i natychmiast zasnęłam. 
We wtorek to samo.
W środę to samo.
Moja pierwsza yerba

Zaczęłam się zastanawiać, czy może cukrzyca (dawno miałam zbadać cukier, bo w rodzinie było sporo tej choroby), czy może ciśnienie (choć zawsze miałam podręcznikowe), czy może w końcu wiosna/lato i mój organizm wariuje.
W czwartek rano zaparzyłam sobie po śniadaniu kawę przed pracą, a do końca dnia już tylko yerba. I niespodzianka - nie poszłam spać popołudniu!
I od tamtej pory tak właśnie robię, czasem pozwalając sobie jeszcze na drugą kawę po pracy, już z Michałem.

Cukier w normie, ciśnienie też - zbadałam :)

Proszę, by nadchodzący tydzień w pracy był łatwiejszy i krótszy. A potem niech się dzieje, co chce, mam dwutygodniowy urlop!




środa, 1 maja 2013

Wizyta w Muzeum Historii Żydów Polskich



Pierwszy raz miałam okazję jechać Polskim Busem - faktycznie wygodnie, tylko mógłby się chociaż raz zatrzymać przez tych kilka godzin, wszyscy skorzystaliby z toalety, bo fetor był nie do wytrzymania pod koniec. Ale nie narzekajmy, kosztuje psie pieniądze, to tak to wygląda.

W piątek wieczorem dotarliśmy do stolicy, po zakupach w Biedronce - bo coś trzeba jeść i pić - Agata zabrała nas do Muzeum Historii Żydów Polskich. Była iluminacja i wstęp do uroczystości 70.rocznicy Powstania w Getcie Warszawskim - dla młodych link. Ale dopiero następnego dnia wybraliśmy się na zwiedzanie muzeum. Nie jest jeszcze czynne - w ten akurat weekend były dni otwarte z okazji rocznicy. Udało nam się :) A oprócz nas przez weekend było 15 000 odwiedzających. 
Wcześniej zarezerwowaliśmy sobie na 11 wycieczkę po muzeum z przewodnikiem, wszystko było bezpłatne. Film też, ale nie wystarczyło czasu. Poniżej kilka zdjęć Agaty i Michała- namawiam Was gorąco, by się tam wybrać. Otwarcie muzeum, już pewno z eksponatami, nastąpi 20.10.2013. Wnętrze zaprojektowali Finowie i myślę, że to widać. Ale nie znam się, tylko tak sobie wyobrażam skandynawskie muzeum :) Jest przepięknie, robi wrażenie, naprawdę warto!










Chill z Agatą, już po zwiedzaniu