W minionym tygodniu przeziębienie wróciło- w dniu, w którym opuściło Michała, "przeszło" na mnie. Nie biegałam, nie ćwiczyłam, a kurowałam się rosołem i herbatką z miodem i cytryną. Wciąż trochę pociągam nosem i się lekko duszę, ale chyba najgorsze za mną. Szkoda, ze wypadło to w dni, o których wszyscy mówicie "Jak pięknie teraz jest! Jak ciepło!". Cóż, tak wygląda, ale ja się trzęsłam wciąż z zimna, więc nic z tych pięknych dni nie miałam, nawet już rowerem nie jeździłam. Szamotuły odwołuję, nie ma co ryzykować teraz takiego wysiłku. Najbliższy półmaraton pewnie dopiero 1.04. czyli nasz poznański. Żałuję, ale pewnych rzeczy nie przeskoczę. Liczę w takim układzie na naprawdę świetny czas w kwietniu. A jesienią i zimą zostają mi tylko starty w Grand Prix Poznania.
Jakby tego było mało, dowiedziałam się o zakończeniu mojej "kariery" w firmie- mam umowę do końca roku i nie zostanie ona przedłużona. Miło, że wiem o tym na 3 miesiące przed faktem, ale i tak szkoda, no trudno. Od kilku dni przeglądam już oferty pracy- skoro mam 3 miesiące, to może uda się znaleźć miejsce, gdzie będę mogła wykorzystać znajomość włoskiego? Dajcie znać. Gdybym znalazła coś ciekawego przed upływem tego kwartału, też mogę odejść- mój pracodawca tylko czeka, by przestać utrzymywać moje biuro.
Jest słabo z ciekawymi propozycjami, ale wierzę, że coś się znajdzie dla Majki... ;)
A w wolnej chwili wspominam wakacje. Dokąd zawiezie mnie ta Vespa w kolejnym roku?
Uciekam spać- jutro muszę wcześniej wstać, by zrobić sobie wycieczkę do Urzędu Miasta i wypełnić deklarację, uprawniającą do głosowania w miejscu innym, niż zameldowania. Miłego tygodnia!
Parola del giorno: cambiamenti- zmiany
I cambiamenti sono necessari.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz