
W weekend wszyscy dowiedzieliśmy się o śmierci Magdy Prokopowicz. Trudno uwierzyć, że nawet ją rak pokonał, że właśnie ją - symbol walki z nim, tak niezwykle pozytywny. Jeden i drugi wywiad z nią, archiwalne. Smutno, dziwnie. Już wydawała mi się niezniszczalna, wiecie - z tych, którzy "mieli kiedyś raka".
Dziś i jutro półfinały. Na finał typuję Włochy-Hiszpania. Byłoby ciekawie. No jak się bawią tu, o ;))
Tak odnośnie jeszcze biegania, to nie martwcie się, wciąż będę pisała o tym raz w tygodniu, by niebiegaczy nie zanudzić, a odstraszyć (bo trochę Was tu zagląda jednak, a nie wszyscy biegają - pamiętam i o tych drugich), mimo, że myśl o maratonie jest teraz bezpośrednio związana z drużyną, do której należę i trenera, pod opieką którego jesteśmy. Nie ukrywam, że to dla mnie ważne, motywujące i traktuję to jako spore wyróżnienie. W czerwcu mało przebiegłam, głównie przez chorobę, która mnie na jakiś czas wyeliminowała, ale już jest ok. Trzymać dalej kciuki.Wczoraj za mną udany trening, ale o nim w weekend, no worries ;)
Zabieram się, chcę dzisiaj jeszcze coś napisać mgr, a potem czereśnie i mecz ;) Wspominałam, jak bardzo kocham czereśnie? Otóż najbardziej, absolutnie najbardziej na świecie. Mogłabym jeść tylko czereśnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz