niedziela, 22 września 2013

Berlin część I

Wybaczcie. Nie mamy głowy do ludzi, do bloga, do niczego. Sporo nerwów, właściciele robią jakieś problemy... jeden bank odmówił. Z czterech - nie jest źle ;)
We wtorek lub środę będziemy podpisywać umowę przyrzeczoną, a od niej 3 tygodnie będą dzieliły nas od akcji przeprowadzka. Zaczynamy zbieranie kartonów i uśmiechamy się do zmotoryzowanych znajomych ;) Przeprowadzamy się 500m stąd, ale jednak pewne rzeczy trzeba przewieźć. Wynagrodzę wszelkie trudy winem, obiecuję ;)


Berlin plan

Cofnijmy się do poprzedniej soboty. J popijał wietnamską kawę w Ruinie 2 tygodnie temu i tak mu smakowała, że zaproponował wspólny wypad do Berlina. Jak moglibyśmy odmówić?

Natychmiast pomyślałam o Marcie, której blog absolutnie uwielbiam. I postanowiłam śladami właśnie Marty zwiedzić Berlin. Kulinarnie, rzecz jasna, bo tak głównie podróżujemy. Czerpię od niej garściami, naprawdę często. Najpierw wrzucam plan, który mieliśmy. Ambitny, prawda? Kiedy się spotkaliśmy, już go troszkę skróciliśmy.

skonsy kokosowe, na drogę do Berlina

Na drogę zrobiłam skonsy kokosowe, z bloga Marty, oczywiście, symbolicznie zaczynając w ten sposób wyprawę do Berlina jej śladami. Wyszły mało słodkie i średnio puchate, ale jedzący byli bardzo uprzejmi i twierdzili, że im smakują.
 
Ale po kolei. Pobudka w sobotę po 5 nie należy do przyjemności... Daliśmy radę. O 7 przyjechał J z siostrą. Zaparkowaliśmy pod Berlinem, kupiliśmy dobowy bilet grupowy (dla 5 osób, 16 euro chyba) i ruszyliśmy. Zaczęliśmy od kawy w KafeeBar




Jako że rzadko mam okazji być w kawiarni tak wcześnie, skorzystałam z okazji i zamówiłam cappuccio. Bywało lepiej, ale do Włoch jeszcze kawałek... Bardzo sympatyczni ludzie, spokojne miejsce. Ale to nie było to. Poza tym troszkę wszyscy byliśmy spięci, no i nie ukrywam, że miałam problem z językiem. Bo jak inaczej zamówić kawę, niż "Due caffe"? ;> Strasznie żałowałam, że nie odkurzyłam duolingo na kilka dni przed wyjazdem, bo dosłownie zabrakło mi języka w gębie, chociaż sporo rozumiałam i miałam wrażenie, że gdybym tylko troszkę się przyłożyła, byłoby przyjemniej... Oczywiście w Berlinie nie ma problemu, by porozumieć się po angielsku, ale lubię zawsze troszkę pogadać w ojczystym języku gości. Nawet w Grecji się starałam, choć w warzywniaku i innych pobliskich sklepach byli dla mnie bardzo wyrozumiali...

 

Troszkę rozluźnieni, ruszyliśmy w stronę Oranienstrasse 196, by zjeść humus i falafela. Będę bardzo miło wspominać pana z "1001 Falafel", który doceniał moje wysiłki, jeśli chodzi o krótkie zdania po niemiecku i nein zamiast yes. Humus średni, bo zbyt zmielony, ja lubię jednak jak są kawałeczki, jak coś chrupie. Kuleczki z ciecierzycy to mistrzostwo świata... a smażony ser halloumi, który tylko J wziął był genialny i oboje zazdrościliśmy mu okropnie! Jedna rzecz tylko na minus - placki były nieświeże, tzn z paczki, pan ich nie wyrabiał na miejscu.








Posileni, mogliśmy iść dalej, ale powolutku, bo jak już znaleźliśmy się na dzielnicy Kreuzberg, to trzeba było się trochę porozglądać. Bardzo kolorowo, masa knajp wszelkiego typu, od kawiarenek po obiadowe stacje.
Dużo zrobiła pogoda, bo w Poznaniu cały dzień padało, a nam udało się urwać jeszcze jeden dzień lata. około 23 stopni, cały dzień słoneczny. Mamy szczęście ;)

Nie mogliśmy nie wejść do Prinzessinnengarten. To ogród miejski, stworzony przez grupę zapaleńców w 2009 roku. Miał być skromny, ale nieoczekiwanie też dla twórców, rozrósł się. Można tam kupić rośliny, uczestniczyć w warsztatach ogrodniczych, napić się kawy, zjeść pyszne ciastko, a popołudniu zjeść obiad, przygotowany z produktów dostępnych w ogrodzie. Można po prostu przyjść ze swoim jedzeniem i piciem i odrabiać lekcje z koleżanką (widzieliśmy to), albo posiedzieć z dziećmi i nikt nas nie wyrzuci. Jest cudownie, ekologicznie, przyjaźnie, zakochałam się!












Ul!!!




















7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Aaa a co do transportu pudeł czy większych rzeczy, to my ze swoim "niezniszczalnym Caddym" czekamy na dobre wieści :)

      Usuń
  2. Fajna wycieczka. Jeśli chodzi o kulinarne inspiracje w podróży to polecam równiez bloga Uli http://adamantwanderer.blogspot.com/, choć akurat w przypadku Berlina to ona podążała z Martą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. tak, znam ;) sporo dzięki Uli też w Berlinie było ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Prinzessinnengarten uwielbiam, wygląda na dobry dzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cudowny dzień! długi, bo od 5 rano do 2 w nocy, ale było warto. wrócimy. szybciej, niż myśleliśmy. ;)

      Usuń